Édouard Manet „Portret Pertuiseta – łowcy lwów”
Wielkoformatowy „Portret Pertuiseta – łowcy lwów” powstał w 1881 roku, na dwa lata przed śmiercią malarza. Manet, który przez całe życie zabiegał o uznanie członków jury Salonu, zyskał je dopiero dzięki temu obrazowi, który przyniósł mu długo wyczekiwany medal. Było to pierwsze oficjalne odznaczenie w jego karierze.
Unieśmiertelniony przez Maneta Eugène Pertuiset był bardzo barwną postacią, inspirującą wielu twórców (m. in. Juliusz Verne przywołał go w opowiadaniu „Dziesięć godzin polowania”). W 2008 roku ten poszukiwacz przygód stał się bohaterem powieści Olivera Rolina, w której autor poświęca wiele miejsca przyjaźni portretowanego z artystą. Pertuiset był podróżnikiem i wynalazcą. Podczas wypraw do południowej Afryki i Ameryki szczególne upodobanie znajdował w polowaniu na drapieżne zwierzęta, czym chwalił się na paryskich salonach. Należał do wielbicieli Maneta i posiadał w swych zbiorach kilka płócien artysty, który już od 1877 roku zapraszał go do swej pracowni, by wykonać jego portret. Pertuiset skorzystał z tego zaproszenia trzy lata później.
Model został uwieczniony na tle ogrodu Maneta, w którym wielka sylwetka upowalonego lwa wygląda groteskowo. Ironiczny uśmiech na ustach widzów budził niemiecki strój myśliwski, który częściej można zobaczyć w Szwarcwaldzie niż na tanzańskich równinach, a szczególnie tyrolski kapelusz wieńczący krępą sylwetkę Francuza. Również sygnatura malarza, umiejscowiona na drzewie niczym wycinane w korze podpisy zakochanych, była powodem drwin (kpiąca z tego elementu obrazu karykatura ukazała się w „Le Journal Amusant”). Niektórzy współcześni Maneta, w tym np. Renoir, twierdzili, że artysta celowo wyeksponował śmieszność portretowanego. Do tego wątku odwołuje się w swej książce Oliver Rolin pisząc „Pertuiset perorował pryskając śliną: o ekspedycji, którą przygotowuje do Ziemi Ognistej, o dzikich ludożercach, o postępach ludzkości ku chwale ojczyzny, o cywilizacji u kresów świata, o swym powołaniu, by świat oświecać. Manet słucha, rozbawiony, tej niedorzecznej fanfaronady. Szkoda, że nie można malować słów. Za to – myśli Manet – mogę namalować usta, które wymawiają te słowa. To prawda, że Pertuiset jest podobny do gnu, to znaczy do woła, jelenia i konia jednocześnie. Gnu, który powala lwa, to byłoby śmieszne. Namaluję raz jeszcze wulgarność, ale nie pieszczotliwie, tak jak malowałem piwosza; sportretuję Pertuiseta tak, żeby jego śmieszność rzucała się w oczy”
